Poza tym nie ukrywam, że budzi tez pewne wspomnienia. Kiedy widzę ich pękate brzuszki, przypomina mi się wizyta na jednej z amerykańskich farm dyniowych. Chyba właśnie wtedy zapałałam szczególną miłością do tego warzywa. Cieszy mnie więc, że i w Polsce pojawia się coraz więcej gatunków, również tych ozdobnych.
Zachęcam więc do wprowadzenia do jadłospisu tego niezwykłego smaku, tym bardziej że dynie można z powodzeniem mrozić i używać jej przez cały rok.
P.S. Zielona dynia ze zdjęcia jest najlepszym dowodem na pokrewieństwo z melonem - wyglądała, pachniała, a nawet smakowała na surowo bardzo podobnie do swojego kuzyna.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz