poniedziałek, 25 maja 2015

Gryczany golasek

   Cóż, nazwa może niezbyt zachęcająca i - prawdę mówiąc - nie wiem, z czym ma się kojarzyć. W każdym razie danie w moim typie, może odrobinę podobne do opisywanych kiedyś przeze mnie hreczniaków. Jednak przyprawy zmieniają zupełnie smak.



składniki:
ugotowana kasza gryczana (u mnie biała)
ugotowane ziemniaki
biały ser
podsmażona cebula
suszona mięta
jajka
olej lniany (niewielka ilość)



   Wykonanie nie jest zbyt skomplikowane. Ziemniaki i ser trzeba przecisnąć przez praskę i wymieszać z pozostałymi składnikami. Oczywiście proporcje są dość dowolne. Masa powinna mieć konsystencję pasztetu. Przekładamy ją do formy, smarujemy olejem i pieczemy w 180 stopniach ok. 30 - 40 minut. Nie dopuszczamy do przesuszenia. 
   Danie można podawać jako dodatek do mięs lub jako samodzielne danie, Bardzo odpowiada mi to połączenie składników, może ze względu na zamiłowanie do pierogów ruskich... Olej lniany ma również specyficzny smaczek i oczywiście używam mięty z własnej uprawy, która ma niepowtarzalny aromat.
   Smacznego!

Bieg Kobiet

   Wczoraj postanowiłam zrobić kolejny krok w moim bieganiu - zapisałam się na swój pierwszy bieg. To tylko 5 kilometrów i oczywiście nie zamierzam bić żadnych rekordów, bo nie po to zaczęłam uprawiać ten sport. Nie publikuję na facebooku wyników z Endomondo, z którego korzystam tylko dla własnej wiedzy. Jednak dalej jestem zdania, że to wciąga i ciągle nie mogę uwierzyć, że to właśnie ja zaczęłam biegać.
   Zapraszam zatem do udziału, został jeszcze miesiąc, aby się trochę przygotować.

niedziela, 24 maja 2015

Niedzielne bułeczki

0,5 kg mąki, dziś była pszenna gruboziarnista
opakowanie drożdży instant
2 łyżeczki soli
0,5 l soku pomidorowego

     Dzisiejsze bułeczki były wersją błyskawiczną, stąd suche drożdże, oczywiście można użyć zaczynu, wtedy trwa to nieco dłużej.
   Drożdże mieszamy z mąką i solą, dodajemy sok pomidorowy lub wodę i zagniatamy. Używam do tego miksera z hakiem. Gdy składniki się połączą, formujemy niewielkie bułeczki. Układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia. Smarujemy wierzch roztrzepanym jajkiem lub samym białkiem i posypujemy wybranymi dodatkami. Dziś zdecydowałam się na czarnuszkę, zioła prowansalskie, pestki słonecznika i dyni, sezam, a także różową sól himalajską (kiedyś próbowałam sól morską, ale nie wyglądała najlepiej po upieczeniu i bułka była zbyt słona).  Następnie pieczemy je 15 minut w ok. 200 stopniach. Po wyjęciu z pieca warto zwilżyć pieczywo wodą i ułożyć do wystudzenia na kratce. Wtedy stygnie równomiernie i staje się chrupiące. 
   Bułeczki mają oryginalny smak dzięki pomidorom i naprawdę nie mogą się nie udać! Jutro dołączę zdjęcie moich dzisiejszych wypieków, choć połowa już zniknęła;-)


Oto one (to znaczy bułeczki):

czwartek, 21 maja 2015

Targi Książki - już czekam na kolejne

   Ledwie skończą się jedne, a ja już marzę o następnych.
W tym roku znów dużo się działo. Wiele nowości, wielu autorów i wydarzeń towarzyszących.
    Jak co roku niezmiernie urzekał pan Janusz Leon Wiśniewski, targi bez niego nie byłyby tym samym. To człowiek, który pisze niezwykłe książki, które poza fabułą mają jakąś taką niezwykłą mądrość. W każdym razie do mnie trafia. Sądząc po oblegających go tłumach, nie tylko do mnie. Zaczęłam kiedyś oczywiście od "Samotności w sieci", którą ktoś później niestety postanowił zekranizować. Książka cudowna, film moim zdaniem marny. Trudno z niego zrozumieć cokolwiek, jeśli nie zna się pierwowzoru.
   Spotkałam się też z autorkami książek w klimacie zakopiańskim paniami Pauliną Młynarską i Beatą Sabałą - Zielińską. "Zakopane odkopane" przeczytałam dość dawno, teraz przyszła pora na drugą część "Zakopane - nie ma przebacz". Literatura specyficzna, ale dla mnie Zakopane niezależnie od wszystkiego to cudowne miejsce. W związku z tym interesuje mnie wszystko, co z nim związane.  Jak zwykle była pani Małgorzata Gutowska - Adamczyk, również z nową książką ("Fortuna i namiętności. Klątwa"), Chris Niedenthal, którego zdjęcia komunistycznej Polski są niesamowite, pani Hanna Krall - postać nie wymagająca komentarza, pani Małgosia Kalicińska, która wspaniale wplata w swoje powieści miejsca dobrze mi znane (uwielbiam szczególnie "Lilkę"). Absolutnie zaskoczyły mnie tłumy stojące do Philipa Zimbardo, autora książki o współczesnym mężczyźnie i jego życiowej nieporadności. Nie znam książki, może faktycznie warto się nią zainteresować, ale tego, co działo się wokół jej twórcy , po prostu nie da się opisać. Pojawiła się też pani Anna Ficner - Ogonowska. Takie moje odkrycie sprzed ponad roku. Zresztą dość przypadkowe, bo dostałam w prezencie ostatnią część historii Hani, zaczęłam więc od końca. Może to i babska książka, trochę romansidło, ale napisane świetnym językiem i po prostu przypadło mi do gustu. Nie mogę też zapomnieć o mojej znajomej autorce, pani Monice Kowaleczko - Szumowskiej i jej godnej polecenia literaturze dla młodszej młodzieży i dzieci. "Galop '44" w wyjątkowy sposób opowiada historię Powstania Warszawskiego, a "Fajna ferajna" jego Bohaterów. Tu oczywiście odzywa się we mnie taka patriotyczna nutka, a w zasadzie silne poczucie tożsamości narodowej. Bardzo mnie cieszy, że są ludzie, którzy w przystępny sposób opowiadają takie ważne historie tym młodszym Polakom. A z doświadczenia wiem, że oni chętnie słuchają i wcale nie jest dla nich obojętne to, co działo się dawniej.  Tak więc dziękuję, Pani Moniko!
   Nie sposób wspomnieć o wszystkich w jakiś sposób ważnych dla mnie autorach. Pominę tych, którzy - moim zdaniem - nie powinni się znaleźć jako "gwiazdy", ale takie to już prawa rynku i celebryci gdzieś muszą się promować, choćby nigdy nie przeczytali żadnej książki. Nie zamierzam oczywiście nikogo obrażać ani oceniać, po prostu mam mieszane uczucia, widząc na przykład córkę podpisującą książki nieżyjącego ojca, swoją drogą znakomitego dziennikarza, którego bardzo ceniłam. Ale widocznie tak musi być.
   Ach, jeszcze Eric Emmanuel Schmitt, Magdalena Parys ("Tunel" był świetny, "Magik" przede mną - kawał ciekawej historii z okolic Muru Berlińskiego),a z ciekawostek Matt Tyrmand - fajnie, że literatura Leopolda wraca znów do łask - uwielbiam język "Złego" i te opisy starej Warszawy.
   Zresztą co tu dużo opowiadać. Niezmiennie każdego roku cieszy mnie ilość ludzi odwiedzających targi. Przyjeżdżają z całej Polski, wiec chyba jednak z naszym czytelnictwem nie jest tak źle.
   Teraz zabieram się za książkę, wzdychając jednocześnie do pozostałych zakupów targowych, które czekają w kolejce, ale do wakacji coraz bliżej:-)


Wiosenne zbiory

Wreszcie znalazłam wolniejsze popołudnie, aby wybrać się na spacer i przynieść z lasu jakieś smakowitości. Okazało się, że to ostatni moment na sosnowe pędy. Mimo oporów psa, który denerwował się, że zamiast spacerować, co chwilę się zatrzymujemy, udało mi się uzbierać wystarczającą ilość na syrop.



Teraz już czekam z niecierpliwością na efekty. Uwielbiam te wszystkie "eliksiry": z mniszka, akacji, świerkowy i właśnie sosnowy. Marzy mi się taki wiosenny syrop z sosny rosnącej nad morzem, podobno to jeszcze lepsza dawka dla zdrowia. Może kiedyś w końcu się uda...

niedziela, 17 maja 2015

Babka piaskowa, a może dziadek? ;-)

Babka piaskowa zawsze chodziła mi po głowie, ale jakoś się nie składało. W końcu się złożyło. Pierwsze wrażenie nie zapowiadało dalszej współpracy, ale znów przekonałam się, że nie można wydawać pochopnych sądów.
Najpierw był dość specyficzny zapach podczas pieczenia - cóż, nie zachwycał. Później smak jeszcze ciepłego ciasta - powiedziałabym, że jadałam lepsze. Zostało w kuchni do rana, kiedy to postanowiłam dać owej babce drugą szansę. I jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że to zupełnie inne ciasto! Delikatne, lekko wilgotne, a jednocześnie piaskowe.  W ciągu dwóch tygodni robiłam je trzykrotnie.

składniki:
4 żółtka
piana z białek
2 niepełne szklanki mąki ziemniaczanej
szklanka cukru (u mnie  jak zawsze nieco mniej)
łyżeczka proszku do pieczenia
szklanka oleju
aromat (wanilia, cytryna, ostatnio olejek pomarańczowy)

Żółtka ucieramy z cukrem. 
Dodajemy do nich mąkę, proszek, później olej. Masa jest bardzo gęsta.

 Kiedy wszystkie składniki dobrze się połączą, mieszamy masę z ubitymi białkami. Robię to za pomocą miksera i nie wydaje mi się, żeby babka traciła przez to na puszystości. Jest po prostu łatwiej. 

Dolewamy lub dosypujemy wybranego aromatu. Następnym razem spróbuję wykorzystać skórkę z limonki, myślę, że jej specyficzny zapach będzie idealny do tego typu ciasta.

Wlewamy ciasto do formy i pieczemy ok.55 minut w 180 stopniach. Moja forma jest silikonowa, więc nie wymaga szczególnych przygotowań. Jeśli używacie klasycznych, trzeba z nimi postąpić jak zwykle.

Babkę można polukrować, polać ulubioną polewą - myślę, że fajna byłaby gorzka czekolada. Jednak moi domownicy preferują wersję "saute";-)
Smacznego!


P.S. Warto wspomnieć, że to ciasto nie zawiera mąki z glutenem, więc nadaje się również dla osób uczulonych na ten składnik. 

Penne z sosem brokułowo - serowym

Ostatnio niestety dość trudno mi realizować się w kuchni bardziej ambitnie, jest głównie na szybko. Tak więc dziś takie oto danie makaronowe wymyślone dość dawno, lecz cieszące się niesłabnącym powodzeniem w mojej rodzinie.

składniki:
makaron penne lub inny dowolny
ugotowany na dość miękko brokuł
śmietana 30 - 36 %
serki topione
pieprz


Zaczynamy od ugotowania brokuła podzielonego na duże różyczki. Kiedy jest gotowy, możemy zagotować wodę na makaron i jednocześnie zabrać się za przyrządzanie sosu.

Śmietanę wlewamy do garnka i podgrzewamy, jednak nie dopuszczamy do wrzenia. Gdy jest gorąca, dodajemy do niej serki topione, od ich ilości zależy gęstość sosu, zwykle daję dwa takie klasyczne prostokątne. Ostatnio użyłam czosnkowego, taki akurat był w domu, a jak wiadomo brokuły lubią czosnek, więc efekt był świetny. 

Gdy ser się rozpuści, dodajemy rozdrobnione brokuły i gotujemy chwilę razem. W tym czasie powinien ugotować się makaron. Na końcu doprawiamy sos według własnych upodobań. Nie używam do niego soli. ponieważ serek ma jej zwykle dość dużo w sobie. Moim zdaniem pieprz jest jedynym, czego tej potrawie potrzeba. 

Sos mieszamy z penne lub polewamy nim suchy makaron - wszystko zależy od tego, co lubicie, oczywiście zależy to też od Waszego poczucia estetyki;-)

Później trzeba już tylko próbować zapanować nad własnym łakomstwem... Nie zawsze mi się to udaje, niestety...
Smacznego!

CIASTO BANANOWE, CZYLI AMERYKAŃSKI BANANA BREAD

<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3531774490397217"      crossori...