wtorek, 7 lipca 2015

Improwizacja na temat Maroka

   Nigdy nie byłam w Maroku i pewnie szybko się tam nie wybiorę, szczególnie biorąc pod uwagę obecną sytuację polityczną. Jednak smaki tamtego regionu od czasu do czasu goszczą w mojej kuchni. Niestety nie wszystkie przyprawy są u nas dostępne, w każdym razie nie zawsze wystarczy pójść do najbliższego sklepu. Dlatego czasem improwizuję i komponuję podobne dodatki.
   Tym razem było mięso w wersji ostro - korzennej z nutą słodyczy.


składniki:
ok 1 kg dowolnego mięsa (drób, wołowina, wieprzowina - dziś były malutkie klopsiki)
2 puszki pomidorów
puszka ciecierzycy
brzoskwinie (świeże lub z puszki)
cebula
2-3 ząbki czosnku
oliwa z oliwek
2 łyżeczki pasty harissa
kompozycja przypraw (cynamon, kurkuma, gałka muszkatołowa, goździki, ostra papryka, kardamon, pieprz)

   Mięso kroimy i obsmażamy lekko.  Gdy białko się zetnie, przekładamy do żaroodpornego naczynia, posypujemy mieszanką przypraw (mieszam je w równych proporcjach), dodajemy harissę, jest dostępna w naszych sklepach w niewielkich puszkach, ale można ją też przygotować w domu, trzeba pamiętać, że jest bardzo ostra. Polewamy oliwą. Do mięsa dodajemy pozostałe składniki i pieczemy pod przykryciem przez godzinę w 180 stopniach. W trakcie można dodać odrobinę wody lub przecieru pomidorowego, ew. soku. Potrawa powinna być pokrywa sosem.
   Podaję ją z makaronem, ryżem lub kaszą. Orientalne zapachy i smaki przyciągają...



Dla wielbicieli czekolady...

... czyli dla mnie;-)
To takie małe wspomnienie moich wojaży. Banalnie proste i bardzo popularne w Stanach brownie. Szybkie, megaczekoladowe i pyszne!

składniki:
4 jajka
2 gorzkie czekolady
200 g cukru
120 g mąki
200 g masła
łyżeczka proszku do pieczenia


     Masło rozpuszczamy z czekoladami i lekko studzimy. Ucieramy jajka z cukrem, dodajemy do nich czekoladowo - maślaną "substancję", miksujemy. Następnie wsypujemy mąkę i proszek do pieczenia.
     Masę przelewamy do średniej wielkości tortownicy (dziś użyłam silikonowej formy do tarty) i pieczemy w 225 stopniach ok. 15 minut. Ciasto powinno być ciągnące, a nawet lekko lejące w środku. Długość pieczenia zależy od piekarnika, trzeba to po prostu przetestować. 

Smacznego!



wtorek, 16 czerwca 2015

Babeczki z boczkiem i śłiwką

Od czasu do czasu przychodzi mi chęć na takie zestawienie, niby ciastko, a jednak w wersji wytrawnej. Zwykle robię je też na Wielkanoc, jakoś tak weszły do naszego domowego menu.


składniki:
FARSZ:
30 dag boczku
łyżka oleju
4 łyżki śmietany
2 jajka
papryczka chili
10 suszonych śliwek
sól, pieprz zioła

CIASTO:
10 dag masła
2 żółtka
sól 
1,5 szklanki mąki

Kroimy boczek w drobne paseczki, podsmażamy na oleju z ziołami. Rozbijamy jajka, mieszamy ze śmietaną, boczkiem, śliwkami pokrojonymi w drobną kostkę, posiekaną papryczką, doprawiamy solą i pieprzem.
Zagniatamy ciasto z podanych składników. Wyklejamy nim foremki, nakłuwamy ciasto widelcem i podpiekamy przez 10 - 12 minut w 180 stopniach. Następnie napełniamy foremki z ciastem farszem i pieczemy jeszcze około 15 minut.

Smacznego!




Bezy

Wiele razy próbowałam i nigdy nie wychodziły, ale w końcu znalazłam na nie sposób i od pewnego czasu goszczą w mojej kuchni i nie tylko;-) Jedyna pułapka tkwi w tym, że jeśli się zacznie, trudno przestać...

składniki:
białko jajka
100 g cukru pudru
sok z cytryny


Podaję porcję podstawową, zwykle robię wypiek z 4-5 białek przy okazji robienia ciasta, do którego potrzebuję jedynie żółtek. Poza tym mam w zamrażarce pudełeczko, w którym umieszczam białka przy różnych okazjach. Po rozmrożeniu są idealne.

To teraz zabieramy się do pracy.

Ubijamy dość mocno białka i zaczynamy dodawać cukier w ilości odpowiedniej do liczby białek. Kiedy piana stanie się bardzo sztywna, dodajemy sok z cytryny, im więcej, tym bardziej kwaskowe będą bezy. Następnie wyciskamy niewielkie kleksy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Używam do tego torebki foliowej z odciętym rogiem, a czasem tuby z papieru do pieczenia. 
Pieczemy w temperaturze 150 stopni około pół godziny, ale bardzo ważne, aby piekarnik był uchylony. Wtedy nasz wypiek się ładnie wysuszy. Oczywiście czas pieczenia trzeba przetestować w swoim piekarniku. 
Bezy są chrupiące na zewnątrz i lekko ciągnące w środku. UWAGA! Uzależniają! ;-)


poniedziałek, 25 maja 2015

Gryczany golasek

   Cóż, nazwa może niezbyt zachęcająca i - prawdę mówiąc - nie wiem, z czym ma się kojarzyć. W każdym razie danie w moim typie, może odrobinę podobne do opisywanych kiedyś przeze mnie hreczniaków. Jednak przyprawy zmieniają zupełnie smak.



składniki:
ugotowana kasza gryczana (u mnie biała)
ugotowane ziemniaki
biały ser
podsmażona cebula
suszona mięta
jajka
olej lniany (niewielka ilość)



   Wykonanie nie jest zbyt skomplikowane. Ziemniaki i ser trzeba przecisnąć przez praskę i wymieszać z pozostałymi składnikami. Oczywiście proporcje są dość dowolne. Masa powinna mieć konsystencję pasztetu. Przekładamy ją do formy, smarujemy olejem i pieczemy w 180 stopniach ok. 30 - 40 minut. Nie dopuszczamy do przesuszenia. 
   Danie można podawać jako dodatek do mięs lub jako samodzielne danie, Bardzo odpowiada mi to połączenie składników, może ze względu na zamiłowanie do pierogów ruskich... Olej lniany ma również specyficzny smaczek i oczywiście używam mięty z własnej uprawy, która ma niepowtarzalny aromat.
   Smacznego!

Bieg Kobiet

   Wczoraj postanowiłam zrobić kolejny krok w moim bieganiu - zapisałam się na swój pierwszy bieg. To tylko 5 kilometrów i oczywiście nie zamierzam bić żadnych rekordów, bo nie po to zaczęłam uprawiać ten sport. Nie publikuję na facebooku wyników z Endomondo, z którego korzystam tylko dla własnej wiedzy. Jednak dalej jestem zdania, że to wciąga i ciągle nie mogę uwierzyć, że to właśnie ja zaczęłam biegać.
   Zapraszam zatem do udziału, został jeszcze miesiąc, aby się trochę przygotować.

niedziela, 24 maja 2015

Niedzielne bułeczki

0,5 kg mąki, dziś była pszenna gruboziarnista
opakowanie drożdży instant
2 łyżeczki soli
0,5 l soku pomidorowego

     Dzisiejsze bułeczki były wersją błyskawiczną, stąd suche drożdże, oczywiście można użyć zaczynu, wtedy trwa to nieco dłużej.
   Drożdże mieszamy z mąką i solą, dodajemy sok pomidorowy lub wodę i zagniatamy. Używam do tego miksera z hakiem. Gdy składniki się połączą, formujemy niewielkie bułeczki. Układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia. Smarujemy wierzch roztrzepanym jajkiem lub samym białkiem i posypujemy wybranymi dodatkami. Dziś zdecydowałam się na czarnuszkę, zioła prowansalskie, pestki słonecznika i dyni, sezam, a także różową sól himalajską (kiedyś próbowałam sól morską, ale nie wyglądała najlepiej po upieczeniu i bułka była zbyt słona).  Następnie pieczemy je 15 minut w ok. 200 stopniach. Po wyjęciu z pieca warto zwilżyć pieczywo wodą i ułożyć do wystudzenia na kratce. Wtedy stygnie równomiernie i staje się chrupiące. 
   Bułeczki mają oryginalny smak dzięki pomidorom i naprawdę nie mogą się nie udać! Jutro dołączę zdjęcie moich dzisiejszych wypieków, choć połowa już zniknęła;-)


Oto one (to znaczy bułeczki):

czwartek, 21 maja 2015

Targi Książki - już czekam na kolejne

   Ledwie skończą się jedne, a ja już marzę o następnych.
W tym roku znów dużo się działo. Wiele nowości, wielu autorów i wydarzeń towarzyszących.
    Jak co roku niezmiernie urzekał pan Janusz Leon Wiśniewski, targi bez niego nie byłyby tym samym. To człowiek, który pisze niezwykłe książki, które poza fabułą mają jakąś taką niezwykłą mądrość. W każdym razie do mnie trafia. Sądząc po oblegających go tłumach, nie tylko do mnie. Zaczęłam kiedyś oczywiście od "Samotności w sieci", którą ktoś później niestety postanowił zekranizować. Książka cudowna, film moim zdaniem marny. Trudno z niego zrozumieć cokolwiek, jeśli nie zna się pierwowzoru.
   Spotkałam się też z autorkami książek w klimacie zakopiańskim paniami Pauliną Młynarską i Beatą Sabałą - Zielińską. "Zakopane odkopane" przeczytałam dość dawno, teraz przyszła pora na drugą część "Zakopane - nie ma przebacz". Literatura specyficzna, ale dla mnie Zakopane niezależnie od wszystkiego to cudowne miejsce. W związku z tym interesuje mnie wszystko, co z nim związane.  Jak zwykle była pani Małgorzata Gutowska - Adamczyk, również z nową książką ("Fortuna i namiętności. Klątwa"), Chris Niedenthal, którego zdjęcia komunistycznej Polski są niesamowite, pani Hanna Krall - postać nie wymagająca komentarza, pani Małgosia Kalicińska, która wspaniale wplata w swoje powieści miejsca dobrze mi znane (uwielbiam szczególnie "Lilkę"). Absolutnie zaskoczyły mnie tłumy stojące do Philipa Zimbardo, autora książki o współczesnym mężczyźnie i jego życiowej nieporadności. Nie znam książki, może faktycznie warto się nią zainteresować, ale tego, co działo się wokół jej twórcy , po prostu nie da się opisać. Pojawiła się też pani Anna Ficner - Ogonowska. Takie moje odkrycie sprzed ponad roku. Zresztą dość przypadkowe, bo dostałam w prezencie ostatnią część historii Hani, zaczęłam więc od końca. Może to i babska książka, trochę romansidło, ale napisane świetnym językiem i po prostu przypadło mi do gustu. Nie mogę też zapomnieć o mojej znajomej autorce, pani Monice Kowaleczko - Szumowskiej i jej godnej polecenia literaturze dla młodszej młodzieży i dzieci. "Galop '44" w wyjątkowy sposób opowiada historię Powstania Warszawskiego, a "Fajna ferajna" jego Bohaterów. Tu oczywiście odzywa się we mnie taka patriotyczna nutka, a w zasadzie silne poczucie tożsamości narodowej. Bardzo mnie cieszy, że są ludzie, którzy w przystępny sposób opowiadają takie ważne historie tym młodszym Polakom. A z doświadczenia wiem, że oni chętnie słuchają i wcale nie jest dla nich obojętne to, co działo się dawniej.  Tak więc dziękuję, Pani Moniko!
   Nie sposób wspomnieć o wszystkich w jakiś sposób ważnych dla mnie autorach. Pominę tych, którzy - moim zdaniem - nie powinni się znaleźć jako "gwiazdy", ale takie to już prawa rynku i celebryci gdzieś muszą się promować, choćby nigdy nie przeczytali żadnej książki. Nie zamierzam oczywiście nikogo obrażać ani oceniać, po prostu mam mieszane uczucia, widząc na przykład córkę podpisującą książki nieżyjącego ojca, swoją drogą znakomitego dziennikarza, którego bardzo ceniłam. Ale widocznie tak musi być.
   Ach, jeszcze Eric Emmanuel Schmitt, Magdalena Parys ("Tunel" był świetny, "Magik" przede mną - kawał ciekawej historii z okolic Muru Berlińskiego),a z ciekawostek Matt Tyrmand - fajnie, że literatura Leopolda wraca znów do łask - uwielbiam język "Złego" i te opisy starej Warszawy.
   Zresztą co tu dużo opowiadać. Niezmiennie każdego roku cieszy mnie ilość ludzi odwiedzających targi. Przyjeżdżają z całej Polski, wiec chyba jednak z naszym czytelnictwem nie jest tak źle.
   Teraz zabieram się za książkę, wzdychając jednocześnie do pozostałych zakupów targowych, które czekają w kolejce, ale do wakacji coraz bliżej:-)


Wiosenne zbiory

Wreszcie znalazłam wolniejsze popołudnie, aby wybrać się na spacer i przynieść z lasu jakieś smakowitości. Okazało się, że to ostatni moment na sosnowe pędy. Mimo oporów psa, który denerwował się, że zamiast spacerować, co chwilę się zatrzymujemy, udało mi się uzbierać wystarczającą ilość na syrop.



Teraz już czekam z niecierpliwością na efekty. Uwielbiam te wszystkie "eliksiry": z mniszka, akacji, świerkowy i właśnie sosnowy. Marzy mi się taki wiosenny syrop z sosny rosnącej nad morzem, podobno to jeszcze lepsza dawka dla zdrowia. Może kiedyś w końcu się uda...

niedziela, 17 maja 2015

Babka piaskowa, a może dziadek? ;-)

Babka piaskowa zawsze chodziła mi po głowie, ale jakoś się nie składało. W końcu się złożyło. Pierwsze wrażenie nie zapowiadało dalszej współpracy, ale znów przekonałam się, że nie można wydawać pochopnych sądów.
Najpierw był dość specyficzny zapach podczas pieczenia - cóż, nie zachwycał. Później smak jeszcze ciepłego ciasta - powiedziałabym, że jadałam lepsze. Zostało w kuchni do rana, kiedy to postanowiłam dać owej babce drugą szansę. I jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że to zupełnie inne ciasto! Delikatne, lekko wilgotne, a jednocześnie piaskowe.  W ciągu dwóch tygodni robiłam je trzykrotnie.

składniki:
4 żółtka
piana z białek
2 niepełne szklanki mąki ziemniaczanej
szklanka cukru (u mnie  jak zawsze nieco mniej)
łyżeczka proszku do pieczenia
szklanka oleju
aromat (wanilia, cytryna, ostatnio olejek pomarańczowy)

Żółtka ucieramy z cukrem. 
Dodajemy do nich mąkę, proszek, później olej. Masa jest bardzo gęsta.

 Kiedy wszystkie składniki dobrze się połączą, mieszamy masę z ubitymi białkami. Robię to za pomocą miksera i nie wydaje mi się, żeby babka traciła przez to na puszystości. Jest po prostu łatwiej. 

Dolewamy lub dosypujemy wybranego aromatu. Następnym razem spróbuję wykorzystać skórkę z limonki, myślę, że jej specyficzny zapach będzie idealny do tego typu ciasta.

Wlewamy ciasto do formy i pieczemy ok.55 minut w 180 stopniach. Moja forma jest silikonowa, więc nie wymaga szczególnych przygotowań. Jeśli używacie klasycznych, trzeba z nimi postąpić jak zwykle.

Babkę można polukrować, polać ulubioną polewą - myślę, że fajna byłaby gorzka czekolada. Jednak moi domownicy preferują wersję "saute";-)
Smacznego!


P.S. Warto wspomnieć, że to ciasto nie zawiera mąki z glutenem, więc nadaje się również dla osób uczulonych na ten składnik. 

Penne z sosem brokułowo - serowym

Ostatnio niestety dość trudno mi realizować się w kuchni bardziej ambitnie, jest głównie na szybko. Tak więc dziś takie oto danie makaronowe wymyślone dość dawno, lecz cieszące się niesłabnącym powodzeniem w mojej rodzinie.

składniki:
makaron penne lub inny dowolny
ugotowany na dość miękko brokuł
śmietana 30 - 36 %
serki topione
pieprz


Zaczynamy od ugotowania brokuła podzielonego na duże różyczki. Kiedy jest gotowy, możemy zagotować wodę na makaron i jednocześnie zabrać się za przyrządzanie sosu.

Śmietanę wlewamy do garnka i podgrzewamy, jednak nie dopuszczamy do wrzenia. Gdy jest gorąca, dodajemy do niej serki topione, od ich ilości zależy gęstość sosu, zwykle daję dwa takie klasyczne prostokątne. Ostatnio użyłam czosnkowego, taki akurat był w domu, a jak wiadomo brokuły lubią czosnek, więc efekt był świetny. 

Gdy ser się rozpuści, dodajemy rozdrobnione brokuły i gotujemy chwilę razem. W tym czasie powinien ugotować się makaron. Na końcu doprawiamy sos według własnych upodobań. Nie używam do niego soli. ponieważ serek ma jej zwykle dość dużo w sobie. Moim zdaniem pieprz jest jedynym, czego tej potrawie potrzeba. 

Sos mieszamy z penne lub polewamy nim suchy makaron - wszystko zależy od tego, co lubicie, oczywiście zależy to też od Waszego poczucia estetyki;-)

Później trzeba już tylko próbować zapanować nad własnym łakomstwem... Nie zawsze mi się to udaje, niestety...
Smacznego!

niedziela, 12 kwietnia 2015

W oczekiwaniu na targi książki

Jak co roku czekam na te targi z utęsknieniem.  Ledwo kończą się jedne,  już czekam na kolejne. Tym razem również śledzę aktualności i notuję interesujące mnie wydarzenia i spotkania z moimi ulubionymi autorami.  W zeszłym roku udało mi się spotkać z Jerzym Bralczykiem, Małgorzatą Gutowską -Adamczyk,  Arturem Andrusem i moją ulubioną Kasią Enerlich.  Tym razem także zaplanowałam kilka spotkań z pisarzami.  Dziś wyczytałam, że jednym z zagranicznych gości będzie John Flanagan, autor popularnej serii "Zwiadowcy". Już wiem, kogo zainteresuje ten temat:-)
Tak więc 14 - 17 maja kierunek Stadion Narodowy!

A w ten sam weekend czeka jeszcze jedna atrakcja: noc muzeów,  która również jest moim punktem obowiązkowym.

piątek, 3 kwietnia 2015

Dorsz w sosie maślanym na szpinaku

Składniki:
Ryba (dorsz, łosoś)
Olej, najlepiej z oliwek
Różowa sól himalajska
Świeży szpinak
Masło
Śmietana 36%
Białe wino 50 ml
Sól, , pieprz, gałka muszkatołowa

Rybę kroimy na kawałki szerokości 2-3 palców,  polewamy olejem, przyprawiamy różową solą i pieczemy w naczyniu żaroodpornym 50 -60 minut w temperaturze 80 stopni. 
Umyty i osuszony szpinak blanszujemy na rozgrzanym oleju z dodatkiem masła.  Dodajemy do niego dość dużo soli. 
Następnie przygotowujemy sos. Śmietanę redukujemy o połowę.  Rozpuszczamy masło,  musi go być dość dużo.  Do masła dodajemy śmietanę,  wino, doprawiamy solą,  pieprzem i gałką. 
Na talerzu układamy porcję szpinaku, wykładamy na to rybę i polewamy sosem. 
Ryba pieczona w niskiej temperaturze ma specyficzną barwę,  jednak wbrew pozorom nie jest surowa i ma świetny smak.
Smacznego! 

niedziela, 29 marca 2015

Kremowa zupa z pieczarek

Zapasy dyni niestety już się skończyły, więc zamiast zaplanowanej zupy dyniowo-marchewkowej z imbirem ugotowałam krem z pieczarek.

Składniki:
Około kilograma pieczarek
2 cebule
Bulion
Marchewka
Pietruszka
Kilka ziemniaków
Sól,  pieprz
Śmietana 30%
Natka pietruszki

Kilka dni wcześniej został mi kawałek kurczaka, więc ugotowałam z niego delikatny rosołek i zamroziłam go. Teraz przydał się idealnie.  Do rosołu dodałam marchewkę,  pietruszkę i pokrojone w kostkę ziemniaki.  Gdy warzywa gotowały się na małym ogniu,  zajęłm się pieczarkami.  Podsmażyłam na maśle pokrojoną cebulę,  do niej wrzuciłam pieczarki. Wszystko razem trochę zrumieniłam i przełożyam do garnka z rosołem. Razem gotowało się to jeszcze około pół godziny. Następnie zblendowałam całość,  doprawiłam solą i pieprzem. Śmietanę dodałam już na talerzach ze względów estetycznych i praktycznych (nie każdy może jeść śmietanę). Udekorowałam natką i plasterkiem podsmażonej na maśle dużej pieczarki.
Oczywiście gęstość zupy jest zależna od dodanej ilości warzyw, przede wszystkim ziemniaków. 
Smacznego! 

wtorek, 17 marca 2015

Fasolka po mojemu

Fasolka, podobnie jak inne strączkowe powinna znajdować się regularnie w naszej diecie, ale niestety dość często o niej zapominam. Tym razem postanowiłam zaszaleć;-) Z pomocą przyszedł mi szybkowar, który pomógł mi przygotować to danie w miarę szybko.

Namoczyłam na noc 0,5 kg białej fasoli.

Podsmażyłam pokrojony w kostkę boczek razem ze świeżymi przyprawami prosto z zielnika - oregano, rozmaryn, bazylia, majeranek. Wkroiłam do tego też kawałek kiełbaski, która została z poprzedniego dnia. całość przełożyłam do szybkowaru, dodałam fasolę, domowy przecier pomidorowy, czosnek i doprawiłam solą, papryką słodką i ostrą oraz pieprzem.

Wszystko gotowało się ok. 40 minut.
Lubię potrawy pachnące ziołami, więc taka wersja bardzo mi odpowiadała.





Psie przysmaki

Pies, jak wiadomo, to najważniejszy domownik, więc nie można pominąć jego menu. Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad ciasteczkami, które byłyby zdrowsze od tych, które kupujemy w sklepie. Znalazłam przepis, który po małej modyfikacji został zaakceptowany przez mojego smakosza. Smakołyki zawierają marchewkę, więc przy okazji dostarczamy psu witaminy. Wykonanie jest łatwe, a efekty mojej pracy przypadły do gustu również zaprzyjaźnionym psom.

Marchewkowy Przysmak
2 marchewki
250 - 300 g mąki (ostatnio razowej)
1/2 szklanki otrębów z dodatkiem suszonych śliwek
łyżka miodu
jajko
50 ml jogurtu naturalnego
szczypta soli
2 łyżki masła

Wszystkie składniki zagniatamy ze startą drobno marchewką. w razie potrzeby dodajemy odrobinę mąki, ale nie za dużo, ciastka nie mogą być zbyt twarde. Następnie formujemy malutkie ciasteczka, zgodnie z własnymi upodobaniami (czy też upodobaniami naszego czworonoga). Pieczemy w 180 stopniach około 15 minut. Kiedy wypiek ostygnie. trochę stwardnieje, dlatego nie należy trzymać ciastek zbyt długo w piekarniku. Waszym psom życzę smacznego;-)



Zaopatrzyłam się już w odpowiednie foremki:-)



piątek, 13 marca 2015

Kuleczki jak z reklamy

Dziś znów deser oparty na kaszy jaglanej. Telewizja co chwilę kusi nas reklamami wyjątkowych smakołyków i pewnie większość z nas ulega czasem tym zachętom. Nie muszę więc tłumaczyć, czym jest Rafaello. Dzisiejszy deser trochę do niego nawiązuje,  ale ze względu na składniki sądzę,  że jest znacznie korzystniejszy dla naszego organizmu niż kupiony słodycz.

Składniki:
100 g kaszy jaglanej
2 dojrzałe banany
4 suszone daktyle
3-4 łyżki zmielonych wiórków kokosowych
Łyżeczka cynamonu
Kawałek laski wanilii

Kaszę przelewamy wrzątkiem i gotujemy w szklance wody, do której dodajemy cynamon.  Do garnka wrzucamy także pokrojone banany. Gdy kasza wchłonie wodę,  wyłączamy gaz i zostawiamy masę do wystudzenia. Następnie dodajemy do kaszy wiórki,  wanilię i pokrojone daktyle.  Wszystko miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji.  Chłodzimy w lodówce.  Gdy masa stężeje, formujemy kulki i obtaczamy je w wybranym dodatku (kakao, wiórki kokosowe,  cynamon itp.)
Deser warto przechowywać w lodówce,  jeśli w ogóle uda się uratować coś do przechowania; -)
Smacznego weekendu.

niedziela, 22 lutego 2015

Na zdrowie

Do Kochanowskiego niestety mi daleko, ale też fraszek nie zamierzam pisać.  Za to chętnie podzielę się sposobami na domowe specyfiki, wspomagające nasze zdrowie szczególnie otej porze roku. Na zzimę nie możemy narzekać,  ale niestety pogoda nie sprzyja naszym organizmom. Dlatego dziś dwa przepisy, które królowały w mojej kuchni w mijający weekend.
Najpierw rodzaj syropu czy też mikstury.

Dość duzy kawałek imbiru
2-3 łyżki miodu
Kilka ząbków czosnku
Sok z cytryny

Imbir ścieramy na drobnej tarce, czosnek przeciskamy przez praskę, dodajemy pozostałe składniki,  mieszamymi gotowe. Ilość czosnku jest zależna od tego, mile jesteście w stanie znieść.  Ja daję 5-6 ząbków. 
Gotowy syrop powinno się stosować 2-3 razy dziennie po łyżeczce.

Żeby przestało boleć gardło, polecam domowej produkcji cukierki.

1 -1, 5 szklanki cukru
1/2 szklanki wody
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki kiodu
1/2 łyżeczki imbiru mielonego
Szczypta mielonego goździka

Wszystkie składniki mieszamy i podgrzewamy w garnku. Gdy zaczną się gotować,  zmniejszamy ogień i gotujemy jeszcze ok. 25 minut. Później zostawiamy do wystygnięcia. Wtedy możemy formować pastylki.  Używam do tego silikonowej maty lub pojemników do lodu. Gdy cukierki stwardnieją, można je posypać cukrem pudrem, żeby się nie kleiły. 

Pozdrawiam i życzę zdrowia. 

Walentynkowe menu

Walentynki - temat szeroko dyskutowany, ilu ludzi, tyle opinii na temat tego święta.  Ja jednak myślę,  że każda okazja jest dobra,  żeby trochę poświętować i spędzić ze sobą więcej czasu. To oczywiście też dobra okazja na przygotowanie specjalnej kolacji.
Tak więc tym razem było tak:

Zupa łososiowa

Por
Paczka wędzonego łososia ok.100 g
2-3 ziemniaki
Bulion
0, 5 l mleka
Sok z cytryny
Sól,  pieprz
Pęczek koperku
Odrobina oleju

Zaczynamy od obsmażenia na oleju pokrojonego pora, ja używam białej części tego warzywa średniej wielkości. Gdy się zeszkli, dodajemy pokrojone dość drobno ziemniaki i zalewamy wszystko rosołem. Tym razem przygotowałam wcześniej wywar, ale czasem używam także wersji ekspresowej.  Wszystko gotujemy na małym ogniu. Gdy ziemniaki będą miękkie,  miksujemy zupę za pomocą blendera.  Następnie wlewamy mleko i sok z cytryny (wiem, że to brzmi dość dziwnie, ale efekt jest naprawdę wspaniały). Kolejnym krokiem jest dodanie pokrojonego koperku i łososia.  Zupa jest gotowa, kiedy ryba zmieni kolor, tzn. stanie się "pastelowa". 
Zupę można przybrać w zależności od upodobań.

Ser z wiśniówką i figami

Ser typu camembert lub inny podobny
Wiśniówka
Figi

Ser delikatnie nacinamy z wierzchu, ja zwykle tnę po prostu na krzyż.  Polewamy wiśniówką i obsypujemy figami.  Warto poszukać świeżych,  smak jest zupełnie inny, ale jeśli nie ma takiej możliwości,  można użyć suszonych. Następnie podpiekamy w niezbyt mocno nagzrzanym piekarniku. Wyjmujemy, gdy ser zaczyna wypływać z nacięć.



I oczywiście czas na deser. Tym razem zdecydowałam się na mocno czekoladowe smaki.

Babeczki czekoladowe

1 szklanka mąki
4 łyżki kakao
Cukier waniliowy
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki cukru
2 jajka
1 szklanka coli
150 g rozpuszczonego masla
Kawałki czekolady



Oczywiście używam składników odpowiednio dostosowanych do moich upodobań, potrzeb itp. Tak więc u mnie jest mąka orkiszowa lub gryczana,  brązowy cukier i cukier waniliowy własnej produkcji. Ten sklepowy niestety od dawna jest waniLINowy! Tak więc po prostu do słoika ze zwykłym cukrem wrzucam pokrojoną laskę wanilii i korzystam z naturalnego smaku. Czasem kupuję ekstrakt waniliowy, ale opieram się przede wszystkim na własnym.
Przygotowując babeczki po prostu miksuję wszystkie składniki i na końcu dodaję kawałki czekolady. Tym razem użyłam silikonowych foremek w kształcie serduszek.  Piekłam ciastka ok. 25 minut w 180 stopniach. Po wystudzeniu polukrowałam je na czerwono.  Do zabarwienia lukru warto używać naturalnych składników,  tu na przykład soku z buraków.

SMACZNEGO!

niedziela, 8 lutego 2015

Zupa ze świeżych ogórków rodem z Finlandii

W zeszłym roku miałam przyjemność odwiedzić ten niezwykły kraj i odrobinę poznać jego kulturę. Spotkałam tam wielu bardzo sympatycznych ludzi, zobaczyłam wiele pięknych miejsc, ale też pozbyłam się pewnych kompleksów związanych ze znajomością języka angielskiego. Okazuje się, że Polacy wcale tak bardzo nie odstają w tej kwestii od przeciętnych Finów.
Szczególnie jednak urzekły mnie renifery. Niestety nie spotkałam ich w ich naturalnym środowisku, ale nawet spotkanie z nimi na farmie były niesamowite. Popatrzcie na te oczy!

I właśnie ta farma okazała się miejscem wyjątkowym pod różnymi względami. Jest prowadzona przez młode małżeństwo. Oboje wyjechali z niewielkiej wsi na studia, bo marzyli o życiu w mieście. Szybko okazało się, że uroki miasta są mocno przereklamowane. Postanowili więc wrócić do rodzinnych domów, połączyli sąsiadujące ze sobą gospodarstwa i założyli hodowlę. Zbudowali też wspaniały drewniany dom, którego centrum stanowi piec.

Tam właśnie spróbowałam zupełnie zaskakującego dania - zupy ze świeżych ogórków. Oczywiście poprosiłam o przepis.

Do tego skandynawskiego specjału potrzebujemy:
2 ogórki
4 cebule
białą część pora
1 marchewkę
1/4 selera
2 pietruszki
łyżkę lub dwie masła
2 łyżki mąki
żółtko
3-4 łyżki śmietany
kilka ziaren gorczycy
nasiona kopru
liść laurowy
odrobina rozmarynu i lubczyku
mielona papryka, sól
koperek

1. Najpierw gotujemy wywar z ok. 1,5 litra wody, dwóch cebul, pietruszki, pora, marchewki, selera, pora i wszystkich przypraw z wyjątkiem papryki. 
2. Ogórki ścieramy na dość grubych oczkach. Kroimy pozostałe cebule w cienkie plasterki i smażymy je na maśle. Kiedy będą rumiane, dodajemy ogórki i łyżeczkę nasion kopru. Posypujemy mąką i jeszcze chwilę podsmażamy na małym ogniu, ciągle mieszając.
3. Następnie dodajemy ugotowany wcześniej wywar (uwaga, żeby z mąki nie powstały grudki!).
4. Gotujemy na małym ogniu, aż zupa zgęstnieje i ogórki będą miękkie.
5. Na koniec mieszamy śmietanę z żółtkiem i papryką. Dodajemy do zupy i posypujemy koperkiem.

Teraz można już delektować się tym oryginalnym smakiem. Oczywiście w domu smakuje trochę inaczej niż w Finlandii, ale wiadomo - miejsce z odpowiednim klimatem ma również wpływ na smak! 


wtorek, 3 lutego 2015

Ciasto z kaszy jaglanej

Ten przysmak zagościł w mojej kuchni jakiś czas temu i przyjął się na dobre. Oczywiście co jakiś czas podejmuję próby ożywienia tej podstawowej wersji, z różnym skutkiem, ale ciasto zawsze szybko znika.Nie przestrzegam też bardzo restrykcyjnie proporcji, dzięki temu ten wypiek za każdym razem jest nieco inny.

Potrzebujemy przede wszystkim ok. 200 g wspomnianej wcześniej kaszy gotowanej w ok. 3 szklankach wody (ostrożnie! już kilka razy "udało" mi się ją przypalić, choć spuściłam ją z oka dosłownie na minutę).
2 jajka
100 -10 g cukru (ja zwykle wybieram opcję mniej słodką)
125 ml mleka
łyżeczka sody
50 g oleju
owoce

Ostatnio robiłam to ciasto w wersji jabłkowo - śliwkowej. Starłam na tarce 2 jabłka,  i dodałam śliwki,  które wyjęłam z zalewy cukrowej.
Ale może od początku.  Kiedy przestudzimy kaszę,  trzeba ją rozdrobnić. Używam do tego blendera, jednego z moich ulubionych urządzeń kuchennych. Do niej dodaję pozostałe składniki z wyjątkiem owoców.  Gdy zmiksuję je na gładką masę,  wrzucam owoce.  Tu jest pole do popisu dla każdej czy każdego z nas.  Robiłam różne wersje, również z wiórkami kokosowymi i borówkami lub z suszonymi owocami. Wszystko zależy od pomysłu,  chęci i zawartości spiżarni.  Wykorzystałam ten przepis na przykład do świątecznych wypieków. Wtedy użyłam suszonych owoców,  aby uzyskać zwięzłe ciastka, które łatwo mogłam udekorować. Do pieczenia zwykle używam różnego rodzaju foremek silikonowych,  których jestem fanką.
Czas pieczenia zależy od piekarnika.  Zwykle ustawiam ok. 180 stopni i piekę ciastka ok. 30 minut.
Czasem zamiast cukru używam do słodzenia miodu. Wszystko zależy od Waszych preferencji i smaków,  każdy z nas ma przecież swoje.

Prowincja pełna...

W styczniu w księgarniach pojawiła się kolejna część serii opowiadającej losy Ludmiły, mieszkanki okolic Mrągowa. Poza fabułą związaną z jej życiem,  autorka, Katarzyna Enerlich opowiada niesamowite historie. Wiele z nich związanych jest z Mazurami, Warmią i niezwykłą historią tych terenów.  O wielu rzeczach do niedawna nie mówiono, niektóre są prywatnymi opowieściami ostatnich Mazurów, a jeszcze inne prezentują sylwetki niezwykłych postaci pochodzących z tamtych stron. Seria urzekła mnie już pierwszą częścią: "Prowincja pełna marzeń". Niedługo później ukazały się kolejne tomy,  a jednocześnie na ekrany kin wszedł niezwykły film, "Róża". Wstrząsający, ale sądzę, że bardzo ważny dla naszego kina. Wielu z nas poznało historię własnego kraju, miejsc, w które często jeździmy na wakacje, z których czasem pochodzimy. Okazuje się, że wielu ludzi nie miało nawet pojęcia o istnieniu narodowości mazurskiej. Tymczasem tym ludziom nigdy nie było łatwo,  Polacy uważali ich za Niemców,  Niemcy za Polaków,  a oni byli po prostu Mazurami. Kasia specjalizuje się w odnajdywaniu niesamowitych opowieści, które wplata w losy Ludmiły.  Przy okazji opowiada też historie związane z innymi ciekawymi zakątkami Polski,  dostrzegam nawet dziwną zbieżność miejsc,  które odwiedza bohaterka, z tymi, w których ja bywam. W jednej z części akcja przenosi się na moment do Włoch i to do miejscowości,  która także nie jest mi obca.
Sama autorka również jest bardzo ciekawą osobą.  Jeśli pojawi się w Waszej okolicy, koniecznie wybierzcie się na spotkanie z nią,  naprawdę warto. A na razie polecam książki. Pojawiają się w nich również ciekawe przepisy, z których dość często korzystam.

sobota, 31 stycznia 2015

Na specjalną okazję

Dziś dzień tortowy, a więc przy okazji kilka moich wcześniejszych... trudno nawet powiedzieć,  że wypieków.  A wszystko zaczęło się od tego,  że nie mogłam znaleźć tortu,  jaki sobie wymyśliłam. Wtedy postanowiłam spróbować swoich sił,  efekt może nie był do końca idealny, ale bliski tego, co chciałam osiągnąć.  Od tej pory właściwie nie kupuję gotowych tortów.  Przynajmniej mam pewność,  co znajduje się w środku (oczywiście w miarę możliwości). Poza tym mam możliwość zrobienia deseru, który pasuje do konkretnej osoby. A dodatkową zaletą jest zabawa i przyjemność,  którą daje mi to zajęcie.







piątek, 30 stycznia 2015

Nastrojowo

Zamykam oczy
I już Cię nie widzę,
Znikasz,
A ja mogę spokojnie iść dalej
I wreszcie myśleć o sobie.

środa, 28 stycznia 2015

Radosna zapiekanka

Dziś obiad na szybko.
Ugotowalam ziemniaki w mundurkach, obrałam, pokroiłam w plastry i ułożyłam w naczyniu żaroodpornym. Posypałam je ciecierzycą (wcześniej ugotowaną, ale może być też gotowa ze słoika), pokrojonymi pieczarkami, przyprawilłam solą i pieprzem. Całość zalałam sosem przygotowanym z masła,  mleka, odrobiny śmietany i mąki oraz startego sera. Sos posypałam bazylią.  Zapiekłam na złoty kolor i ... właściwie od razu mogłabym robić następną zapiekankę;-)

wtorek, 27 stycznia 2015

Hreczniaki (specjalnie dla Małgosi J.:-)

Dziś oprócz pączków testowałam kolejny zasłyszany kiedyś przepis. Hreczniaki robi się z prażonej kaszy gryczanej, ale ja użyłam białej, bo taką zdecydowanie bardziej lubię.
Tak więc ugotowałam na sypko 300 g kaszy i rozdrobniłam ją za pomocą blendera. Dodałam ok. 500 g białego sera, miałam akurat sernikowy, taki w wiaderku. Wbiłam 2 jajka, wsypałam garść natki pietruszki, doprawiłam solą i pieprzem i tyle. Po wyrobieniu ciasta formowałam z niego niewielkie kotleciki i po obtoczeniu w bułce tartej usmażyłam na ciemnozłoty kolor.
I jeszcze jedna mała uwaga: do wody, w której gotowałam kaszę, dodałam kostkę rosołową.
Oto efekt mojej pracy:






Można je podawać z sosem grzybowym lub jako dodatek do mięs, warzyw itp.

Co ma pączek do ziemniaka?

Okazuje się, że może mieć całkiem sporo. Jakiś czas temu usłyszałam, że można coś takiego zrobić, ale nie do końca udało mi się zapamiętać przepis. Odtworzyłam go trochę na wyczucie i pewnie z pewnymi modyfikacjami.
Pączki wyglądają tak:





A robi się je bardzo prosto.

Składniki:
1/2 kg ugotowanych ziemniaków
5 dag drożdży
1/2 szklanki cukru (lub nieco więcej w przypadku cukru brązowego)
1/2 kg mąki, polecam orkiszową, ale oczywiście może być też pszenna
3 jajka

Ziemniaki od razu po ugotowaniu przeciskamy przez praskę lub solidnie rozdrabniamy tłuczkiem. Dodajemy do nich pokruszone drożdże, wsypujemy cukier, przesianą mąkę i wbijamy całe jajka. Ciasto zagniatamy i wyrabiamy tak długo, aż będzie odstawało od dłoni. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia. Następnie formujemy niewielkie pączki (jeszcze urosną!). Układamy je w dość dużych odstępach, ja używam do tego silikonowej stolnicy. I znów przykrywamy i zostawiamy do wyrośnięcia. Formując ciasto warto zwilżyć dłonie wodą lub olejem.
Wyrośnięte pączki wrzucamy na gorący tłuszcz, wybór zależy od indywidualnych upodobań, musi być jednak taki, który ma wysoką temperaturę dymienia. Opiekamy z dwóch stron na dość ciemny kolor, w innym wypadku nie dopieką się w środku.
Ostudzone pączki można posypać cukrem pudrem. Ja swoje polukrowałam, ponieważ został mi w lodówce zapas lukru.
Z tej porcji wychodzi około 20 całkiem sporych sztuk.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Pierogi z soczewicą


Dziś w moim domu zagościły pierogi z soczewicą i od razu zyskały rzeszę fanów. Muszę przyznać, że sama byłam zaskoczona smakiem, który udało mi się uzyskać.
Ciasto jak zwykle zrobiłam zaparzając mąkę wrzątkiem. Wiąże się to wprawdzie z odrobiną dyskomfortu termicznego;-), ale warto.
Nadzienie też nie jest szczególnie skomplikowane. Ugotowałam czerwoną soczewicę i połączyłam ją z podsmażoną na oleju sporą ilością cebuli i odrobiną czosnku. Doprawiłam solą, pieprzem i ziołami. I tyle!
Pierogi były pyszne, a resztę farszu (wyszło mi go całkiem sporo) wykorzystałam do pasztecików z ciasta francuskiego. Na ciepło były jeszcze lepsze niż pierogi. Warto spróbować, pracy niewiele, a efekt naprawdę robi wrażenie. Smacznego.
P.S. Jutro będą pączki ziemniaczane:-)

niedziela, 25 stycznia 2015

Coś z Osieckiej

Życie nie stawia pytań,
Życie po prostu jest.
Czasem zębami zgrzyta,
a czasem łasi się jak pies...

Jeden z pięknych tekstów.  Kilka ostatnich dni spędziłam w towarzystwie twórczości Agnieszki Osieckiej.  Zawsze podobały mi się jej teksty, ale miałam z nimi do czynienia raczej pojedynczo,  bez żadnego kontekstu.  Zupełnie inaczej odebrałam je teraz.  Trudno odmówić jej talentu, ale dopiero teraz dotarło do mnie,  że wiele najpiękniejszych utworów powstało tylko dlatego, że ich autorka była całe życie nieszczęśliwa,  a w kazdym razie nie mogła znaleźć takiego szczęścia,  jakiego szukała.  To z kolei skłoniło mnie do sięgnięcia po "Rozmowy w tańcu", czyli wywiad z Osiecką, w ktorym opowiada o swoim życiu.  Saska Kępa,  jej, ale też i moje ulubione miejsca i różne łączące nas sprawy. Nawet nie byłam tego świadoma.  I teraz mam w glowie tę postać,  niezwykłą,  fascynującą,  niesamowitą.

czwartek, 22 stycznia 2015

Biegać czy nie biegać - oto jest pytanie!

Wprawdzie Szekspir zastanawiał się nad nieco innym zagadnieniem, ale gdyby się uprzeć, to i bieganie można pod to podciągnąć.  W końcu sport jako sposób na dbanie o swój organizm prowadzi do owego bycia lub niebycia;-) Poza tym dla wielu ludzi jest sposobem na życie i stanowi jego sens. Czy więc to pytanie jest zupełnie bez sensu?
Długo myślałam, że bieganie nie jest dla mnie. Nawet mówiłam otwarcie, że biegać to ja na pewno nie będę. Nie lubię,  nie umiem, męczy mnie to bardziej niż każdy inny sport. Po prostu odpada! Okazało się jednak, że nawet ja mogę zmienić zdanie w tej kwestii.  Trudno mówić na razie o wielkim bieganiu, dopiero zaczynam,  ale dzięki poradom, które wyczytałam w różnych miejscach,  te początki są dość przyjemne.  Może przyjemne to nie do końca trafne określenie.  Nie jest tak źle w każdym razie. Bywa trudno, ale na razie mam na tyle dużo zapału,  żeby próbować pokonywać własne słabości.  Za to po bieganiu jestem z siebie bardzo dumna, że znów dałam radę.  To z kolei daje mi motywację na kolejny dzień. Mam nadzieję, że wystarczy mi wytrwałości.

CIASTO BANANOWE, CZYLI AMERYKAŃSKI BANANA BREAD

<script async src="https://pagead2.googlesyndication.com/pagead/js/adsbygoogle.js?client=ca-pub-3531774490397217"      crossori...